Z głową w chmurach - rzecz o trudach fotografii spotterskiej

Sprawdzam encyklopedyczną definicję słowa „spotter”. To „osoba fotografująca samoloty”. To zdecydowanie nie takie proste.

Podczas I wojny światowej, kiedy wszystko się zaczynało, chodziło o obserwację i rozpoznawanie maszyn przeciwnika. W chwili wybuchu II wojny światowej w Wielkiej Brytanii istniał już radarowy system ostrzegania przeciwlotniczego i cały system posterunków obserwacyjnych. Każdy obserwator na wyposażeniu posiadał lornetkę, telefon i ewentualnie książeczki z sylwetkami samolotów. Zadaniem dyżurujących było rozpoznawanie nadlatujących maszyn i zgłaszanie do centrali możliwie jak największej liczby szczegółów - wielkości formacji, kursu, pułapu, typu samolotów, prędkości itp. Często trafiali tam żołnierze z różnych względów niezdolni do służby na pierwszej linii, starali się więc jak najlepiej służyć krajowi. Po II wojnie korpus obserwacyjny został rozwiązany. Zdemobilizowani obserwatorzy w dalszym ciągu obserwowali samoloty, stając się pierwszymi „spotterami” w dzisiejszym rozumieniu.

Kilkadziesiąt lat później sytuację do góry nogami przewróciła fotografia cyfrowa. Dziś każdy może kupić dobrej jakości sprzęt foto i po odpowiednim wsparciu programami graficznymi przywieźć z wypadów na lotniska doskonałe zdjęcia — porównywalne z tymi, jakie można spotkać w publikacjach drukowanych.

Przełom sierpnia i września to dość gorący okres pokazowy. Tak w Polsce, jak i niedalekiej okolicy. W Czechach, Słowacji i Niemczech w tym czasie odbyło się kilkanaście większych lub mniejszych imprez lotniczych o randze air show, bądź nieco mniejszych, określanych jako „pikniki lotnicze”. Nie da się odwiedzić wszystkiego, więc jednym z moich wyborów był słowacki Sliać.

Mocne argumenty były dwa – zapowiadana pogoda i program

Nie sposób w pełni wykorzystać dużych pokazów w jeden dzień. Po pierwsze, wypada obejść i obfotografować ekspozycję statyczną. Wczuć się w atmosferę, wyłapać krzątających się mechaników czy pilotów przygotowujących się do pokazów. Po drugie, w końcu trzeba też złapać ciekawe kadry z pokazów dynamicznych. Samoloty powstały w jednym celu – by latać. Gro osób stara się więc przywieźć jak najwięcej właśnie takich ujęć. Idealnym rozwiązaniem jest przyjazd dzień przed imprezą i wyjazd w poniedziałkowy wieczór. Dzięki takiej opcji można uchwycić w kadrze samoloty, które cały weekend stały na ekspozycji naziemnej — a tylko nieliczni mogą te maszyny fotografować podczas startów czy lądowania.

Słoneczna pogoda podczas pierwszych minut pokazu zapowiadała sporo zdjęć przed zakończeniem pokazów, ale oznaczała też kłopoty w najcieplejszych godzinach dnia. Jak często bywa, na początek odbyła się część aeroklubowa, oficjalne otwarcie imprezy i desant spadochroniarzy z flagami państw uczestniczących w pokazach.

Potem przyszła pora na inscenizacje z początkowego okresu lotnictwa. To zrekonstruowane maszyny z pierwszej wojny światowej, kiedy piloci latali w goglach i szalikach na szyi. Nie każdemu przypada do gustu takie latanie, ale połączenie maszyn w powietrzu z grupą inscenizującą atak na lotnisko musi robić wrażenie. Zwykle nie może zabraknąć w powietrzu jednego z najbardziej znanych myśliwców pierwszej wojny, trójpłatowego Fokkera Dr.I.

Przez lata wypracowano standard fotografowania samolotów. By wyłapać efekt ruchu i dynamiki w kadrze, zdjęcia wykonuje się w trybie S, czyli z preselekcją czasu. Śmigła rejestruje się wtedy rozmyte. Jeśli oprócz samolotu i błękitu nieba w tle trafią się chmury, ptaki czy zieleń drzew przy niskich przelotach, tło też zawsze takie będzie. Daje to jasny przekaz, co chcieliśmy pokazać, a reszta tworzy ciekawy dodatek. Nie ma prostej odpowiedzi na to, jakie czasy stosować — jak zrobić nieporuszone zdjęcie samolotu lecącego z prędkością 300–400 km/h. Początkujący raczej nie schodzą poniżej 1/400 sek. Po pewnej wprawie można zejść do 1/200 czy 1/160. Aparat z zainstalowaną stabilizacją pomaga, lecz nic nie zastąpi treningu i wyczucia sytuacji. Zdecydowanie pomaga znajomość oglądanego pokazu — gdy z wyprzedzeniem wiemy, jaka ewolucja zostanie wykonana za moment.

Pogoń za dynamiką początkowo może frustrować. Po kilku imprezach efekty cieszą — w sprzyjających okolicznościach możemy pokusić się o zjechanie z czasem tak, by utrwalić zamkniętą tarczę śmigła. Nie każdemu się to udaje, ale warto próbować.

Samolot akrobacyjny wraz z doskonałym pilotem potrafi stworzyć mieszankę prawdziwie wybuchową. Taką waśnie tworzył latający w Sliać Węgier Zoltan Veres na samolocie MXS. To pilot, który nie potrafi latać „wysoko i spokojnie” - każda sekunda pokazu musi być wypełniona czymś nowym. Na zdjęciu samolot wychodzi z szybkiego przelotu beczką, widać wyraźnie poruszone końcówki skrzydeł.

Na pokazie do dyspozycji miałem korpus Olympus OM-D E-M1 Mark II z trzema obiektywami — do zdjęć w powietrzu najbardziej przydatny okazał się Zuiko ED 300 mm F/4. I korpus, i obiektyw posiadają metalową, uszczelnioną obudowę. To szczególnie ważna cecha podczas zdjęć plenerowych w każdych warunkach atmosferycznych. Uszczelnienie spełnia swoje zadanie — po wykonaniu przeszło 2000 zdjęć na matrycę nie trafił żaden pyłek. Na plus zaliczam też zastosowanie dwóch pokręteł, po jednym z przodu i z tyłu korpusu, które pozwalają zmienić ustawienie bez odrywania oka od wizjera.

Kolejna przydatna nowość to zmiany w pokrętle PASM, gdzie dodatkowo pojawiły się pozycje C1, C2 i C3, czyli dostęp do trzech indywidualnych trybów użytkownika. Idąc tym tropem, bardzo przydatny okazał się limiter odległości w obiektywie, który po ustawieniu w pozycji od 4 do nieskończoności „ostrzy” o połowę szybciej w stosunku do pełnej ogniskowej. Obiektyw w systemie cztery trzecie będący ekwiwalentem 600 mm generuje zaskakująco dobrą jakość zdjęć przy minimalnych aberracjach i dystorsji. Warto też wspomnieć o szybkiej serii, czyli 18 zdjęciach przy działającym autofokusie i do 60 zdjęciach na sekundę bez autofokusa w serii. Gdy dwa samoloty zbliżają się do siebie z prędkością około 180 m/sek szybka seria pomaga złapać właśnie ten właściwy moment.

Na niektórych zdjęciach akrobaci do pokazu włączają dodatkowy element – smugacze. Dymy dodają atrakcyjności, szczególnie gdy pokaz rozgrywa się na jednolicie błękitnym niebie. Pętle czy beczki zakreślone dymem pokazują, czy figury wykonane były wzorcowo, czy może się rozjechały. To broń obosieczna — brak wiatru może zabić najpiękniejszy pokaz i po chwili zaczyna się lot we własnym zadymieniu. Na szczęście wytwornice można w dowolnym momencie wyłączyć.

Identyczne ustawienia aparatu wykorzystuję podczas pokazów śmigłowców.

Po co wybierać się na pokazy daleko od domu, by fotografować samoloty, które można złapać na najbliższym lotnisku? Podczas codziennego użytkowania nie kręci się akrobacji, nie lata się z dymami. Dodatkowym elementem są malowania okolicznościowe. Corocznie w jednej z baz lotniczych w Europie organizowany jest zlot jednostek „tygrysich” - NATO Tiger Meet. Jednostka powinna mieć w swoim logo tygrysa lub pumę. Czesi zaskoczyli malowaniem — jeden ze śmigłowców Mi-24 otrzymał filmowego „Obcego”.

Samoloty mogą latać solo, ale mogą też w grupach. W słowackim Sliaciu zaprezentowali się między innymi Chorwaci z grupy „Krila Oluje”. W przyszłym roku będą obchodzili piętnastolecie istnienia, a przed rokiem nieporozumienia doprowadziły do tego że cała szóstka pilotów z podstawowego składu zrezygnowała ze służby. Nowi zastąpili weteranów, co w efekcie dało zupełnie nowy układ występu. Fotografowanie grupy to nieco inne zagadnienie. Przy dłuższym obiektywie pojawia się kłopot — jak zmieścić w kadrze wszystkie samoloty? Wyjściem jest żonglowanie obiektywami lub dwa aparaty ze szkłem dłuższym i krótszym. Albo rozwiązanie najczęściej stosowane — jedno szkło zapięte na stałe do korpusu. Podczas bliższych przelotów staramy się wyłapać ciekawsze elementy pokazu.

Gro widzów czeka na maszyny bojowe i ich huk silników przyprawiający o gęsią skórkę. Brak śmigieł i wirników nośnych uwalnia od długich czasów. Aparat przestawiam w tryb A, czyli preselekcję przysłony. Ustawiam jej wartość, nieco domykając w stosunku do maksymalnej jasności. Wszystko po to, by uzyskać przysłonę, przy której obiektyw posiada najlepsze właściwości optyczne. Myśliwce, kręcąc akrobacje na dopalaniu, uzyskują większe prędkości i odległości. Trzeba wybierać, czy bardziej nam zależy na samolocie na cały kadr, czy podczas wolnego przelotu na tle nieba. Czasami szczerze wieje nudą.

Dużo ciekawiej jest przy większych prędkościach. Przy przeciążeniach 6–8 G, gdy samolot wykonuje akrobację, na konstrukcji zaczynają tworzyć się kawitacje — czyli strugi zaburzonego powietrza z widowiskowymi kłębami pary. Na skutek parcia dynamicznego na ułamki sekund zmienia się ciśnienie w powietrzu otaczającym samolot i kondensuje się para wodna.

Podobne zjawisko tworzy się, gdy samolot leci po prostej, blisko prędkości dźwięku. Standardem jest, iż na żadnych pokazach samoloty nie przekraczają prędkości dźwięku, by nie ogłuszać zebranych.

By przywieźć z pokazów ciekawe zdjęcia w dobrej jakości, staramy się zwykle zabierać jak najdłuższe obiektywy. Realnie powinno to być około 600 do 800 mm — w zależności o miejsca pokazów. W aparatach z matrycą APS-C — czyli niepełną klatką — do długości obiektywu doliczany jest mnożnik „crop”. Dzięki niemu obiektyw 300 mm z cropem 2.0 w efekcie daje 600 mm. Czasami nie ma wyboru – łapiemy ciekawsze elementy.

Pierwsze godziny pokazów rozpalają namiętność do samolotów. Z chęcią fotografuję na ziemi i w powietrzu. Przy przeglądaniu zdjęć zdarzają się niemiłe niespodzianki – słońce, rozgrzewając płytę lotniska do kilkudziesięciu stopni, uniemożliwia fotografowanie podczas kołowania. Samoloty wyglądają, jakby pływały w akwarium. Gorące powietrze zniekształca i zabija ostrość.

Nawet jeśli ktoś nie jest zapalonym spotterem, zapraszam do zmierzenia się z tego typu fotografią. Od kwietnia do października w Polsce i najbliższej okolicy mają miejsce setki większych lub mniejszych imprez lotniczych. Czasami warto zmierzyć się z nowym wyzwaniem.

Jacek Waszczuk

Od dzieciństwa nieuleczalny miłośnik lotnictwa, zawodowo zupełnie niezwiązany z lataniem. Od przeszło dekady aktywny na lotniczym forum internetowym spotter.pl, współtwórca portalu lotniczego o tej samej nazwie. Rokrocznie przemierza z aparatem w ręku kilkanaście tysięcy kilometrów, szukając ciekawych pokazów lotniczych lub wydarzeń w Europie. Sporadycznie jego zdjęcia lub fotoreportaże trafiają do prasy lotniczej. Uczestnik kilku wystaw fotograficznych, między innymi w Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Od trzech lat sporo pracy wkłada w autorski pomysł pod postacią www.medalenaskrzydlach.pl.

Artykuł powstał we współpracy z firmą Olympus
Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Poradniki:

Popularne miejsca na świecie, w których nie można fotografować Zorza polarna do zobaczenia już dzisiaj w Polsce. Radzimy, jak zrobić jej dobre zdjęcia Pogotowie Lightroom - pilot nowego programu, w którym będę obrabiać wasze zdjęcia Prosty horyzont, czyli rzecz o zasadach w fotografii i powodach, aby je łamać [część I] Profesor z Uniwersytetu Stanforda udostępnił swoje podręczniki fotograficzne kompletnie za darmo Tryby P, A, S, M - czym są i kiedy ich używać w praktyce? [poradnik] 10 powodów, dla których nie warto wiązać się z fotografem górskim Fotografia z cenzurą Jak fotografować Perseidy, czyli spadające gwiazdy? [poradnik] ”3, 2, 1... Photoshop!” to nowa seria przydatnych samouczków Adobe Ćwierć morgi błota, czyli o fotografowaniu ptaków Co jest ważniejsze - sprzęt czy umiejętności? Maciej Galas radzi: Nie rób zbyt wielu zdjęć! 33 darmowe filmiki, dzięki którym staniesz się mistrzem Photoshopa Czym jest cytat i gdzie leży granica naruszenia prawa autorskiego? Maja Włoszczowska, Lidia Popiel i Piotr Pustelnik na jednej sesji. Z wizyty na backstage'u każdy fotograf sporo się nauczy 7 tajników szybszej pracy w Adobe Lightroom Fotografowanie znaków towarowych – sztuka złotego środka? Oto sposób na wrzucanie postów na Instagram z poziomu komputera bez dodatkowych wtyczek Jak pomóc modelce z pozowaniem podczas robienia portretów? Co w dzisiejszych czasach sprawia, że jesteśmy fotografami, a nie tylko posiadaczami aparatu? Zaczynasz uprawiać fotografię uliczną? Te rady mogą ci się przydać "Unplugged Wedding", czyli ślub z zakazem fotografowania. O co chodzi i czy warto? Jak fotografować burze i pioruny? [poradnik]